SANTA CLAUS IS COMING TO TOWN

Piosenka świąteczna napisana przez dwóch amerykańskich twórców piosenek: Haven Gillespie (autor tekstu) oraz John Frederick Coots (kompozytor piosenki). Powstała w 1932 roku. Posiada różne aranże, ponieważ śpiewało ją wiele zespołów – każdy w swoim wydaniu. Autorem współczesnej, najbardziej znanej wersji jest kanadyjski piosenkarz Michael Bublé.

Pierwszą wersję utworu nagrał 24 października 1934 roku Harry Reser i jego zespół. Miesiąc później została ona zaśpiewana w audycji radiowej Eddiego Cantora. Piosenka stała się wówczas hitem z zamówieniami na 500 tysięcy kopii nut i 30 tysięcy płyt. W 1970 roku Rankin-Bass wyprodukował „Santa Claus is coming to town”, godzinny animowany film telewizyjny oparty na tej piosence, w którym Fred Astaire opowiedział o pochodzeniu Świętego Mikołaja. W tym samym roku swoją wersję nagrał zespół The Jackson 5. Rockowa wersja Bruce’a Springsteena & The E Street Band została nagrana na żywo w C. W. Post College w Brookville w Nowym Jorku 12 grudnia 1975 roku. Podczas występów na żywo zespół często zachęcał publiczność do zaśpiewania niektórych fragmentów razem z zespołem. Czasami tłumy na koncercie śpiewały razem całą piosenkę, a zespół nie robił nic, aby odwieść tę publiczność od tego. Ta wersja pozostaje ulubionym koncertem Springsteen, a zespół jest jednym z nielicznych, którzy trzymają ją w swoim spisie piosenek w czasie wakacji. W teledysku The Kidsongs 1992 We Wish You A Merry Christmas, gdzie Święty Mikołaj i Kidsonga Kids wybrali się na kulig, niektóre teksty musiały zostać zastąpione powtórzeniem pierwszej części, aby uczynić ją bardzo przyjazną dla dzieci. Piosenka została również nagrana w wersjach A capella. Najpierw przez Straight No Chaser, a później przez Pentatonix. We wrześniu 2017 r. Rodzina Haven Gillespie pozwała Memory Lane Music Group o 700 000 $, żądając 85% udziałów w „Santa Claus is coming to town”. W 24 października 2011 roku Michaela Bublé nagrał swoją wersję piosenki jako drugi utwór na jego świątecznym albumie. Jego wersja odniosła duży sukces i jest najczęściej odtwarzanym coverem utworu na Spotify, z ponad 104 milionami odtworzeń od 23 stycznia 2019 roku.

Wersję dla Bluebird Records autorstwa George’a Hall’a i jego orkiestry nagrało ponad 200 artystów, w tym Bing Crosby i The Andrews Sisters, The Crystals, Mariah Carey, Neil Diamond, Bruce Springsteen, Frank Sinatra, Bill Evans, Chris Isaak, The Temptations, Michael Bublé i The Jackson 5.

„Santa Claus is coming to town” nie od razu była moją ulubioną piosenką świąteczną. Spodobała mi się, gdy usłyszałem jej instrumentalny aranż Keesa Vlaka. Uważam, że jest bardziej żywy od standardowej wersji. Piosenka powstała prawie 90 lat temu, ale jej przekaz jest nadal aktualny:

„Lepiej uważaj, lepiej nie płacz

Lepiej nie denerwuj się, powiem ci dlaczego

Święty Mikołaj przybywa do miasta, (…)

Dowie się kto był niegrzeczny i grzeczny”.

N.G.

„Do Świąt, byle do Świąt…”

Piosenki świąteczne – kto z nas ich nie lubi? Wesołe, melodyjne kompozycje z dzwoneczkami, pełne radości i niecierpliwości w oczekiwaniu na święta. Świąteczne hity znają chyba wszyscy. Już po przeczytaniu tytułów potrafimy zanucić przynajmniej fragment „All I want for Christmas”, „White Christmas”, Let it snow” czy “Winter Wonderland”. Towarzyszą nam przy przygotowaniach świątecznych potraw, lepieniu pierogów czy wybieraniu prezentów w galeriach handlowych. A gdyby tak zatrzymać się na moment w tym przedświątecznym pośpiechu i zastanowić nad naszymi relacjami z bliskimi? Często zapominamy, że dobre słowo czy zwyczajny uśmiech potrafią dostarczyć wiele więcej radości i ciepła niż dobra materialne. Moją propozycją świątecznego hitu, bez którego nie wyobrażam sobie świąt jest piosenka „Do Świąt” zespołu LemON. Opowiada właśnie o takich przygotowaniach do świąt.

„Chciałbym, zdążyć Ci odgarnąć z naszej ścieżki zbity śnieg

Chciałbym, zdążyć Ci osrebrzyć ten za oknem stary świerk

Chciałbym, żebyś już nie marzła od mych długich zimnych słów

Do Świąt, byle do Świąt poczekaj moja Iskierko”

Zbitym śniegiem i zimnymi słowami mogą być liczne nieporozumienia i kłótnie, które moglibyśmy naprawić, chociażby z okazji Świąt. „Do świąt” to utwór magiczny. Nie usłyszymy w nim wielu instrumentów, bogatego aranżu lub wielu głosów lecz całkowity minimalizm: fortepian i niezwykły głos Igora Herbuta. Dzięki temu można bardziej skupić się na tekście i przesłaniu utworu. Jest alternatywą do wszystkich radosnych świątecznych piosenek – pełną smutku i melancholii, a zarazem tak bardzo „prawdziwą” dla wielu z nas, słuchaczy. Już po pierwszym przesłuchaniu porusza głęboko. Może nie trafi w gust każdego słuchacza, ale na pewno skłoni do refleksji.

Utwór powstał w 2015 roku, jako singiel albumu „Etiuda Zimowa”. Cała płyta wprowadza w zimowy nastrój, można dostrzec wiele różnych emocji: radość jak i smutek, nadzieję i melancholię. Znajdują się na nim kolędy i pastorałki oraz piosenki świąteczne po polsku jak i po łemkowsku.

Obyśmy już nigdy nie marzli od wzajemnych długich zimnych słów.

Dorota Kowolik

„Joy to the world” w wykonaniu Arethy Franklin

Utwór pt. „Raduj się świecie” jest zapewne znany przez wszystkich. Często wykonywany przez amatorskie grupy jak i profesjonalistów ze względu na swoją prostotę i równoczesny piękny przekaz tekstu. Najczęściej możemy się z nim spotkać w oryginalnej formie śpiewu chóralnego a capella, jednak Aretha Franklin sprzeciwiła się takiej formie i stworzyła wersję gospel.

Aranżacja na głos solowy, chórki oraz zespół instrumentalny bardzo przypadła mi do gustu. Moją uwagę szczególnie zwróciła partia perkusji, która jest wyrazista i przez swoje zmiany rytmu, praktycznie całkowicie na moment zmienia charakter utworu. Na szczególne gratulacje zasługuje również bardzo skomplikowana harmonizacja z licznymi akordami pobocznymi co czyni utwór wymagającym do wykonania , a równocześnie bardzo ciekawym do słuchania.

Serdecznie zapraszam do wysłuchania aranżacji Pani Franklin. Odkryta przeze mnie przypadkiem, na stałe zagościła na mojej świątecznej playliście. Nietuzinkowy aranż i wspaniały głos Arethy zasługują na uznanie.

Dagmara Grochalska

Świąteczny singiel z przesłaniem

Świąteczne piosenki to najbardziej wyczekiwane utwory, które wprowadzają cudowny nastrój i przybliżają świąteczną atmosferę. Z chęcią słuchamy ich od pierwszych dni grudnia i niecierpliwie wyczekujemy. Znamy niezliczoną ilość polskich i zagranicznych świątecznych piosenek, kolęd i pastorałek. Bez wątpienia istnieje pewna grupa utworów, bez których święta nie mogłyby się odbyć. Te utwory to m. in. „Last Christmas” zespołu Wham lub piosenka Mariah Carey „All I want for Christmas is you”.  Niezmiennie największy polski świątecznym hit to piosenka „Jest taki dzień” Czerwonych Gitar. Mimo, że utwór powstał już jakiś czas temu, jego popularność nigdy nie zmalała. Kolejną chętnie słuchaną piosenką świąteczną jest kompozycja Skaldów „Z kopyta kulig rwie”. Wiele zagranicznych świątecznych piosenek doczekało się wcale nie gorszych odpowiedników w języku polskim, jak na przykład „Mistletoe and Wine” (Cliff Richard) – „Święty czas to radosny czas” (PIN), „Let it Snow” (Vaughn Monroe) – „Kiedy zima się zaczyna (Pada śnieg)” (Mieczysław Szcześniak).  

Jednym z popularniejszych świątecznych utworów jest kompozycja Johna Lennona i Yoko Ono (jego żony) „Happy Christmas (War is over)”. Singiel został wydany w 1971 roku na Boże Narodzenie. Ten świąteczny klasyk to protestsong o Wojnie w Wietnamie. Tytuł piosenki to hasło plakatów, które 2 lata wcześniej Lennon rozwiesił w 12 państwach na całym świecie, wyrażając swój sprzeciw wobec wojny. Utwór rozpoczynają szeptane życzenia świąteczne, które składają bliscy Johna Lennona. W tle nagrania udział wzięły dzieci z chóru Harlem Community Choir. To właśnie one wyśpiewują ostatnie słowa, podkreślając przesłanie utworu: Wojna zakończy się, jeśli tylko tego zechcesz. Na koniec wszyscy składają sobie życzenia wesołych świąt.

Mimo, że ten utwór był śpiewany przez wielu różnych artystów, najbardziej znanym coverem jest wykonanie Celine Dion.

Cały utwór, mimo swojej prostoty i niewielkiej ilości słów, niesie za sobą przesłanie tolerancji i jest ciągle aktualny, a przy tym wszystkim optymistyczny. Jednak ponad wszystko jest bardzo świąteczny i warty uwagi.

Aleksandra Witezy

„A nadzieja znów wstąpi w Nas…”

Boże Narodzenie to czas niezwykły. Spotykamy się z rodziną, dzielimy opłatkiem, siadamy do wieczerzy, wspominamy. Właśnie… wspominamy. Zdarza się, że zerkamy w stronę miejsca, która po raz pierwszy jest puste. Brakuje tego jednego ciepłego uśmiechu, tego jednego spojrzenia, tego jednego głosu i nagle zdajemy sobie sprawę, że te Święta już nigdy nie będą takie same. Już nigdy nie powiemy bliskiej Nam osobie, jak ważna dla nas jest i jak bardzo Nam jej teraz brakuje.

„Kolęda dla nieobecnych” to utwór, który niesie nadzieję, że mimo bólu i rozpaczy będzie dobrze. Nie potrzeba tu żadnych efektownych teledysków. Piękny tekst autorstwa Szymona Muchy i kojące głosy Zbigniewa Preisnera i Beaty Rybotyckiej bronią się same. Jest to wzruszający utwór i jednocześnie bardzo prawdziwy. Pokazuje Boże Narodzenie z zupełnie innej strony niż najbardziej popularne świąteczne piosenki.

„Kolęda dla nieobecnych” jest również zaproszeniem dla Pana Jezusa, który przychodząc na świat daje nam nadzieję na lepsze jutro i zajmuje „puste miejsce przy stole”, pozwalając nam cieszyć się z tego co mamy.

Uważam, że jest to utwór, który trafi do każdego. Nie można przejść obok Niego obojętnie i nie można o nim zapomnieć, tak samo, jak nie zapomnimy o osobach, które były, są i będą Nam bliskie.

Patrycja Sowada

Święta po hiszpańsku

Jose Feliciano i jego ,,Feliz Navidad” od lat nadaje słonecznego ciepła z Portoryko w wielu polskim domach. I to nie tylko w święta. Utwór skomponowany w 1970 roku najpierw zagościł w obu Amerykach, będąc ważnym elementem corocznych Świąt Bożego Narodzenia. Jak łatwo możemy się domyślić, nie musiał długo czekać aby stać się zimowym hitem w pozostałych częściach świata.  

Trzeba przyznać, że tekst piosenki nie jest ambitny. Również powtarzający się w kółko ten sam motyw akompaniamentu po jednym odsłuchaniu piosenki jest słuchaczowi znany niemal na pamięć. Być może prostota to właśnie to, czego ludzie oczekują od luźnej, grudniowej piosenki. W tekście nie znajdziemy nawet najmniejszego nawiązania do religii chrześcijańskiej, dzieciątku Jezus czy nawet o świątecznych aniołkach. Zwykłe i jedyne w tej piosence słowa kojarzą się z najkrótszym i najbanalniejszym zwrotem, jaki używamy składając komuś życzenia. Przekaz niczym przeczytanie strony tytułowej najpospolitszej kartki świątecznej. 

Jednak to właśnie ta świąteczna piosenka stała się również największym hitem w karierze Jose Feliciano. W nagraniu wykorzystał oprócz zwykłej, akustycznej gitary, również jej wenezuelską odmianę cuatro. Następne wydania albumu nosiły już nazwę od tego właśnie utworu. W 2001 roku album został ponownie wydany przez BMG, która dodała trzy piosenki uprzednio nie wydane przez RCA Victor.  

Obecnie na serwisie YouTube najpopularniejsze jej wykonanie posiada 74 miliony wyświetleń. Według statystyk prowadzonych przez ASCAP (Związek Kompozytorów, Autorów i Wydawców) ,,Feliz Navidad” znajduje się wśród 25 najczęściej odtwarzanych i nagrywanych utworów świątecznych na świecie.  

Autor: Magdalena Żymańczyk 

Hit z dzwonkami!

Kto w tych czasach nie zna ” All I Want for Christmas ” Mariah Carey? Jest to najbardziej znana piosenka świąteczna zaraz obok ” Last Christmas” zespołu Wham!. Nikt z nas nie wyobraża sobie świąt i okresu przedświątecznego bez udziału tych piosenek. Mimo upływy lat piosenka ” All I want for Christmas ” nadal utrzymuję się na listach przebojów jako świąteczny utwór. Pojawił się on na YoTube w 1994rr wraz z przepięknym teledyskiem, który idealnie pasuję, aby poczuć klimat świąt. Oficjalny klip ma aż 678 mln wyświetleń. Autorka sama już kilka razy powtarzało ten utwór w nowych aranżacjach i wersjach. Oprócz tego mnóstwo artystów nagrało cover tej piosenki np. Miley Cyrus, The Cheetah Girls oraz My Chemical Romance. Utwór ten w 2006 roku został najbardziej sprzedawanym dzwonkiem w Ameryce. Są 3 teledyski do tej piosenki, lecz najbardziej znanym jest ten oryginalny, gdzie Mariah Carey świętuję Boże Narodzenie z rodziną, śniegiem oraz prezentami. Nagrała także do tego teledysk w stylu lat 60. Nagrała także duet do tej piosenki z Justinem Biberem. Piosenka została także użyta w filmie ” Love Actually”, została tam zaśpiewana przez Olivię Olson. ” All I want for Christmas ” sprawiło, że gdy tylko zaczynamy słyszeć początkowe dzwonki to wiemy, że święta są coraz bliżej.

Katarzyna Juryk

Pożegnalna płyta Krzysztofa Krawczyka

„Żegnajcie. Finiszując w biegu mego życia nie wypatruję jednak napisu meta. Jako człowiek wierzący wiem, że dla mnie nie ma mety, bo przede mną jest horyzont, w którego stronę zmierzam” – tymi słowami Krzysztof Krawczyk pożegnał się z fanami, a „Horyzont” do którego podąża to właśnie tytuł jego ostatniej płyty.

Krzysztof Krawczyk przez 55 lat występował na scenie. Dla mojego pokolenia jego utwory od zawsze były kultowe, gdy przychodziliśmy na świat piosenki takie jak „Parostatek” czy „Jak minął dzień” należały już do zacnego grona starych, dobrych, polskich przebojów, które zna każdy i wciąż w nim pozostają. Artysta obecnie ma już 74 lata i niestety z powodu problemów ze zdrowiem oraz ze względu na pandemię koronawirusa SARS-COV-2 podjął niedawno decyzję o tym, że już nie wróci na scenę.

W piątek 23 października 2020 miała miejsce premiera płyty „Horyzont” zawierającej 14 utworów. Dwa utwory, otwierający album tytułowy „Horyzont” oraz zamykający „Jeszcze nie mam dość” są refleksją artysty o całym swoim życiu, o jego przemijaniu i o dorobku swej twórczości, w ostatniej piosence Krzysztof Krawczyk śpiewa optymistycznie „dziś nie narzekam, żyłem tak jak chciałem żyć”. Pozostałe utwory mają zróżnicowaną tematykę, jest o miłości, o cieple domowego ogniska ale są również wątki patriotyczne. W piosence „Dzień dobry Polsko” artysta śpiewa o tym że mimo że odwiedzał różne kraje, jednak najlepiej jest w jego ojczyźnie – Polsce. Utwór „Z tobą Ameryko” może nawiązywać do tego, że część życia i pracy twórczej Krawczyka miała miejsce za oceanem, jednakże tekst mówi o wolności. Ciekawe w tej piosence jest subtelne użycie motywu z hymnu Stanów Zjednoczonych. Dwa utwory na płycie „Horyzont” to zapomniane piosenki które otrzymały po latach nowe życie, są to: „Dziś dla Ciebie chcę” z płyty „Nigdy nie jest za późno” z 2009 roku oraz „Dla mojej dziewczyny” – romantyczny, recytowany utwór tytułowy albumu z 1980 roku w którym dawny akompaniament fortepianowy zamieniono tym razem na równie lirycznie brzmiącą gitarę.

W pożegnalnej płycie Krzysztofa Krawczyka nie podobało mi się jedynie nowoczesne brzmienie utworów „Na zawsze razem ty i ja” i „Horyzont” miałam wrażenie że ten znany nam wszystkim głos i ten charakterystyczny, lekko niedzisiejszy sposób śpiewania nie pasuje do elektronicznych dźwięków które były w tych utworach obecne. Krzysztof Krawczyk niech pozostanie dla nas legendą polskiej piosenki, świadkiem tych dawnych czasów gdy tylko marynarze mieli tatuaże…

Katarzyna Charłamów

Spojrzenie za „Horyzont”

Nostalgiczna retrospekcja, podsumowanie minionych lat. Życie opisane słowami kolejnych piosenek, radości i rozterki, szczęśliwe chwile, trudności dramaty.

To właśnie zawiera się w ostatnim albumie Krzysztofa Krawczyka pt. „Horyzont”.

„Ostatnim” nie tylko dlatego, że jego premiera miała miejsce zaledwie kilka dni temu, 23 października 2020. Ważniejsze, że tym właśnie krążkiem bliski kilku pokoleniom muzyk kończy trwającą prawie sześć dekad karierę estradową.

Do tego kroku artysta szykował się już od dłuższego czasu a decyzję przyspieszyła jeszcze trwająca pandemia i kłopoty zdrowotne znanego muzyka.

Prezentowana płyta, nad którą prace trwały trzy lata miała być i jest zwieńczeniem kariery, kropką nad „i”, pożegnaniem z fanami – pełnym nostalgii, smutku z tego, że coś się kończy, ale także satysfakcji z osiągnięć, przebytej drogi, dobrze wykonanej pracy…

To nie zamknięcie za sobą drzwi, ale raczej obejrzenie się za siebie, by popatrzeć jeszcze przez chwilę na drogę, którą się przeszło, jakby w promieniach zachodzącego słońca, w pięknych barwach jesieni, z perspektywy czasu, z doświadczeniem i mądrością życiową. To właśnie wybrzmiewa w kolejnych utworach: w tytułowej piosence „Horyzont” Krzysztof Krawczyk przyznaje wprawdzie, że „trudno jest spoglądać wstecz i bardzo trudno iść do przodu”, jednak dalej, śpiewając o przemijaniu dodaje „nie mam już nic, nic do stracenia”. Wskazuje: „niczego nie żal, nie oglądam się”. A choć horyzont wzywa za swój brzeg, do niego ciągle podążamy jedyna droga jeden cel idziemy wciąż i wciąż czekam” [K. Krawczyk, Horyzont].

Utworów na płycie jest czternaście. W kolejnych piosenkach treści splatają się z historią jego życia, podróżami, pobytem w Ameryce czy powrotem do Polski. Przebija z nich miłość do żony, wartości i wiara. I tak płyną: „Domy moje”, „Apostoł nocy”, „San Francisco”, „Dla mojej dziewczyny”, „Z tobą Ameryko”, „Dzień dobry Polsko”, wreszcie: „Miękko i czule” czy „Ja już nic nie muszę”. Nadzieją na to, że autor nie powiedział jeszcze ostatniego słowa są ostatnie tytuły tej płyty: „Dziś dla ciebie chcę” i „Jeszcze nie mam dość”. Jak memento brzmi fragment: „Ty sobie walcz, ja już nic nie muszę, Mogę chcieć albo nie”. Na szczęście ostatnie wersy wskazują, że to nie definitywne zerwanie z muzyką i koniec życia. „Mam taki plan, żeby nie narzekać, Jutro też jest dzień” – śpiewa swoim ciepłym, głębokim i kojącym barytonem K. Krawczyk.

Album „Horyzont” dla jednych będzie spojrzeniem w dal, dla innych wspomnieniem kariery artysty – od „Trubadurów”, przez duety z Edytą Bartosiewicz czy Goranem Bregoviciem po solowe dzieła.

„Będąc na ostatniej prostej swojej drogi artystycznej, chcę przekazać, co czuję po 55-letniej ciężkiej pracy, znaczonej potem i łzami, ale też radością, którą był dla mnie kontakt z moją publicznością. Ona była najlepszym moim adwokatem, szczególnie w chwilach trudnych, których nie brakowało” – tak artysta pisze na Facebooku.

Pozostaje wsłuchać się w płytę i spojrzeć, ze wzruszeniem, nostalgią, ciepłem w głosie i sercu, za horyzont.

Autor: Karina Grytz- Jurkowska

Jeszcze raz, ostatni raz …

„Parostatkiem w piękny rejs,
statkiem na parę w piękny rejs,
przy wtórze klątw bosmana,
głośnych krzyków aż od rana,
tak śpiewnie dusza łka.”

Na pewno każdy z nas chociaż raz w życiu słyszał te słowa, zarówno ci młodsi jak i starsi. Te słowa śpiewa nam nikt inny niż legenda polskiej piosenki – Krzysztof Krawczyk. Chociaż w swojej kultowej piosence pan Krzysztof opowiada o swoim dziadku, to myślę, że właśnie taki rejs parostatkiem jest pięknym opisem życia autora owego hitu. Jednak każdy, nawet najdłuższy rejs musi się kiedyś skończyć.

Tak właśnie 28 października, mający 74 lata Krzysztof Krawczyk prezentuje nam swój ostatni album w karierze. „Horyzont” – taką nazwę posiada owa płyta, płyta z całą pewnością wyjątkowa, płyta będąca podsumowaniem jego długiej kariery, płyta, która jest pożegnaniem ze sceną oraz z fanami.

Warstwa muzyczna jest bardzo przyjemna. W większości piosenek słyszymy wiele motywów gitarowych, od grania prostych rytmów do ciekawych solówek, oczywiście gitara nie jest tam jedynym instrumentem, możemy posłuchać wielu ciekawych momentów zagranych na instrumentach klawiszowych a nawet na harmonijce ustnej.

Obok przyjemnej muzyki twórca prezentuję nam piękną warstwę liryczną. Pan Krzysztof w czternastu utworach dostarcza nam wielu ciekawych doznań, możemy go poznać z różnych stron, od nostalgicznego Krzysztofa, który „przegląda stare zdjęcia i spogląda wstecz” jak na tytułowym utworze, do uczuciowego, dojrzałego, który nie wstydzi się wyrażać swoich uczuć jak w piosence „Wtedy przy mnie bądź”.
Jeśli zdarzy nam się wstać lewą nogą lub najzwyczajniej na świecie coś nam zepsuje humor to świetnym lekarstwem będzie piosenka „Nie zawsze tak będzie”, gdzie autor dzieli się z nami pozytywnym przesłaniem porównując szczęście do motyla „który prędzej czy później usiądzie nam na dłoni”.
Jak wiemy pan Krzysztof wiele podróżował o czym opowiada nam w piosence „Dzień dobry Polsko”, wspomina on na swojej płycie również Amerykę – w wielu wywiadach Pan Krzysztof opowiadał o swoich przeżyciach z tego kraju a poprzez w piosenkę „Z tobą Ameryko” pokazuje, że obok Polski jest też związany właśnie z tym krajem.  Pomimo tego, że autor lubi podróżować, to jednak najlepiej czuje się w swojej ojczyźnie, za którą zawsze tęsknił o czym również dowiadujemy się z jednej z piosenek.

Uwagę przykuwa utwór „Dla mojej dziewczyny” gdzie Krzysztof Krawczyk zamienia się w uczuciowego poetę i przy nastrojowej melodii zwraca się on najpewniej do swojej żony Ewy z pięknym miłosnym wyznaniem. Piosenka ta może wzruszyć nie tylko jego życiową partnerkę ale i wielu innych zakochanych.

„Horyzont” to świetna płyta, którą można polecić każdemu. Krzysztof Krawczyk daje nam czternaście różnorodnych utworów z których na pewno znajdziemy coś w swoim guście. W te utwory można się wsłuchiwać jadąc samochodem do pracy czy w daleką podróż , można też wygrzewać się przy kominku słuchając jak piosenkarz śpiewa nam „Miękko i czule”, tę płytę po prostu warto znać!

W jednym ze swoich hitów Krzysztof Krawczyk śpiewa „Zatańczysz ze mną jeszcze raz, ostatni raz, nim skończy się ten bal” – tak Panie Krzysztofie, zatańczę, ale oby ten bal trwał jak najdłużej bo jak sam Pan śpiewa „Jeszcze nie mam dość”.

Autor: Adam Szulewski