Krzysztof swoją przygodę ze sceną rozpoczął w 1963 roku wraz z zespołem Trubadurzy którego był współtwórcą. Jako solista zadebiutował w 1973 roku. Teraz w 2020 roku żegnamy artystę który jest nazywany tym który „połączył pokolenia”. Krawczyk po wielu latach schodzi ze sceny niepokonany, wydając swoją ostatnią płytę pt. „Horyzont”.
Album miał premierę 23 października i zawiera 14 piosenek utrzymanych w jednej bardo łatwej do odczytania tematyce. Teksty pokazują emocje jakie towarzyszą artyście w tej sytuacji, można wyczuć nostalgie związaną ze wspomnieniami, ale głównym przekazem utworów Krawczyka jest po prostu pożegnanie.
Pod względem muzycznym płyta niestety w większości brzmi bardzo podobnie. Podkłady zbudowane są z zapętlonych schematów. Ujmuje to wartości artystycznej jednak pozwala łatwo zapamiętać utwór i sprawia, że można ich słuchać w każdym miejscu o każdym czasie ze względu na ich lekkość. Zdarzają się jednak wyjątki takie jak np. „Wtedy przy mnie bądź” gdzie została wykorzystana nietypowa instrumentacja (pojawia się harmonijka) co zmieniło charakter utwory, który brzmi trochę jak muzyka country. Jeżeli chodzi o wokal Krzysztofa to tu nie mam nic do zarzucenia. Fantastyczny warsztat i niezmienna barwa w stu procentach oddaje charakter Krawczyka. Jego baryton nawet w dobie popu XXI wieku jest nie do pomylenia z żadnym innym głosem. Nie przejdę jednak obojętnie obok tego, że ten głos potrzebuje konkretnych podkładów aby utwór brzmiał dobrze i stał się niezapomnianym hitem. W albumie „Horyzont” brakuje właśnie takiej spójności stylu wokalisty z podkładem. To już nie jest stary, dobry „Parostatek”. Można mieć wrażenie, że Krawczyk na siłę chce się podporządkować teraźniejszym trendom zamiast tak jak zawsze iść własną ścieżką.
Takie podejście artysty do kwestii współbrzmienia najprawdopodobniej odtrąci nowych słuchaczy z powodu zaskakującego braku spójności co przez wielu może zostać ocenione jako coś „nie do słuchania”. Natomiast wierni fani zapewne podzielą się na dwa obozy. Tych, którzy są zawiedzeni, że to nie jest już to samo co stary dobry „Bal” czy „Parostatek”, te utwory są po prostu w zupełnie innym stylu. Drugi obóz to ci, których nowy format nie odtrąca, a nawet zachęca do poznania artysty z innej strony. „Horyzontowi” nie można zarzucić braku śpiewności i lekkości, album ma ich na prawdę wiele dzięki czemu doskonale wpasuje się w teraźniejsze radiowe trendy i zapewne za kilka dni każdy z nas usłyszy ostatniego Krawczyka w radiu.
Płyta może budzić mieszane uczucia, na pewno znajdzie swoich zwolenników jak i przeciwników. Nikt nie przejdzie obok niej obojętnie, każdy chociaż na moment zawiesi ucho, żeby upewnić się czy to na pewno Krzysztof Krawczyk. Na zakup płyty zdecydują się za pewne nieliczni z powodu nietypowości i dla co poniektórych „wad” tej kompozycji. Mimo wszystko jestem w stanie polecić tą płytę do wysłuchania każdemu, czy to na portalach streamingowych czy w radiu.
Autor: Dagmara Grochalska