„HORYZONT”

“Nasze ludzkie życie to dwie przestrzenie: ta widoczna, w której spełniamy nasze życie i ta gdzieś za horyzontem, do której zmierzamy.” – Maciej Świtoński

Te słowa zdaje się słyszeć nie tylko w piosence “Horyzont” ale na całej płycie, wkradają się dźwiękami, nostalgicznym klimatem, jakby wpisane w oddech artysty.

Pożegnanie, bo tym właśnie jest dla Krzysztofa Krawczyka jego nowa płyta. Pożegnaniem z fanami, występami, tworzeniem muzyki, ale również z podróżami związanymi z trasą koncertową, które z sentymentem wspomina w piosence “Dzień dobry Polsko”, przypominając jednak, że to za Polską tęskni najbardziej i to tutaj czuje się jak w domu.

Oddał hołd również swojej innej miłości, którą jest jego żona, okazał jej podziw i wielką wdzięczność w piosence “Dla mojej dziewczyny”- sam tytuł zdaje się być niedostosowany do wieku pary, co sprawia, że tym bardziej wzrusza i napawa sentymentem.

“Ja już nic nie muszę” – czyli podsumowanie, Krzysztof Krawczyk zna swoją wartość, jest artystą spełnionym, szczęśliwym i dumnym z siebie. Wie, że niczego nikomu nie musi już udowadniać, przez lata swojej kariery wypracował sobie szacunek i podziw wśród ludzi. Sam na swoim blogu pisze: “Po 55 latach bycia w drodze artystycznej, po 122 płytach, tysiącu piosenek, dziesiątkach tysięcy koncertów doszedłem do wniosku, że ja już nic nie muszę.
Nie muszę:
– ścigać się z samym sobą;
– konkurować nowymi piosenkami ze starymi;
– konkurować na listach przebojów z młodzieżą, której życzę sukcesów i piosenek lepszych od moich;
– latać za ocean, gdzie i tak zostawiłem 10 aktywnych lat i przeżyłem swój amerykański sen;
– przekonywać nieprzekonanych, że umiem śpiewać;
– występować na festiwalach piosenki, co swego czasu tak lubiłem;
– odpowiadać na zaczepki dziennikarzy.” Dokładnie taki wydźwięk ma piosenka, jednak jak sam artysta wyjaśniana swoim blogu: -To tylko kokieteria “Bo jednak muszę:
– wierzyć w Boga, bo on wyznacza mi drogę i cel;
– kochać i szanować moją wierną publiczność dzięki, której istnieję w świecie muzyki i dzięki której przetrwałem najtrudniejsze chwile w życiu i która wiem, że oczekuje jeszcze ode mnie nowych piosenek i nie mogę jej zawieźć;
– kochać moją żonę Ewę, z którą w tym roku obchodzimy 32 lecie naszego małżeństwa;
[…}

– podziękować wszystkim autorom i kompozytorom piosenek na tej płycie, która miała mieć przewrotny tytuł: „Ja już nic nie muszę”. Bo jednak co by nie powiedzieć, ja wciąż muszę_
A ten pierwotny tytuł, taka jakby próba zwolnienia się z obowiązków, to zwykła kokieteria!

“Jeszcze nie mam dość” – bo nie musi, ale może i chce! Z energią patrzy w przyszłość i jest podekscytowany tym co przyniesie mu życie!

Rozpoczynająca płytę piosenka “Horyzont” jest nie tylko jej rozpoczęciem, ale i zakończeniem, idealnym podsumowaniem całości, odzwierciedleniem uczuć i emocji artysty, który nie jako odpływa za horyzont i daje nam znak, że teraz będziemy musieli za nim trochę potęsknić. Ale! Nie zostawia nas samych, częstuje nas cząstką swojej duszy, ukrytą w tych piosenkach i daje motywację do odnajdywania swoich własnych horyzontów.

Autor: Martyna Proniewicz

Dodaj komentarz